Już zrobione i pokazane w poprzednim poście karteczkę i czekoladownik spisałam na straty... ale nie zaszkodziło pomodlić się jeszcze do św. Antoniego.... i co dzisiaj dzwoni córcia, że przesyłka dotarła w całości :) Nie wiem z jakiej przyczyny, list szedł, płynął, leciał :) dwa tygodnie co normalnie trwa do góra 5 dni ... najważniejsze, że dotarł w nienaruszonym stanie :)
Cała ta przygoda zmobilizowała mnie do zrobienia kolejnej takiej part, bo pomyślałam... wyślę tyn razem już poleconym, żeby Monia miała czym obdarować przyjaciółkę... I w ten oto sposób mam karteczkę i czekoladownik w zapasie ... zapewne na coś się przydadzą.
Wszystkie kwiatuszki wycięłam z pianki matowej i takiej z brokatem i połączyłam ćwiekami :)
Czekoladownik nie ma tyle ozdobników, bo w środku cały się błyszczy ... znalazłam w zapasach taki ozdobny papier :)
A, że jesień się zbliża... a ze mnie kucharka niezbyt tęga ...
Znalazłam w necie ciekawy przepis na - gruszki w occie - na słodko-kwaśno... i zrobiłam z pomocą domowników ( bo sama twardych gruszek nie obiorę ze skórki) kilka słoiczków. Jeden właśnie został otwarty i przetestowany... Pycha światowa jak mówił jeden z moich znajomych ... oto one :)
Na tej stronie "Smaczna Pyza" znalazłam jeszcze kilka fajnych przepisów na zimowe zapasy i ... pokuszę się pewnie o ich zrobienie :) Polecam i wam tę stronę ... jest dużo o grzybach... a teraz sezon :)
Buziaczki dla wszystkich :)
Obserwatorzy
środa, 10 września 2014
niedziela, 7 września 2014
33/14 Poczatek nowego roku szkolnego...
Nie mogę ogarnąć tego, że ten początek roku szkolnego już mnie bezpośrednio nie dotyczy... Trochę smutno :( ... ale cóż to tylko proza życia... Nie zawsze robisz to co chcesz, czaem robisz to co musisz...
Drugi rok mojej emerytury... nie zaczyna się rewelacyjnie. Kolejna wizyta w szpitalu zarezerwowana na 22 września... pożyjemy zobaczymy co mądre głowy uradzą :)
Ale dość marudzenia... ostatnio zrobiłam karteczkę i czekoladownik na zamówienie mojej córki... wyglądały one tak
Użyłam czasu przeszłego, bo prawdopodobnie niestety przesyłka zaginęła... Poczta tym razem się nie popisała. Będę musiała zrobić kolejne prace :)
Na koniec dzisiejszego wpisu ... optymistyczny akcent :) . Mój zwierzyniec czuje się dobrze cała czwórka jest zdrowa... a dwa kociaki, i ich harce często zastępują mi telewizor...
Pozdrawiam wszystkich serdecznie ... do kolejnego wpisu... :)
Drugi rok mojej emerytury... nie zaczyna się rewelacyjnie. Kolejna wizyta w szpitalu zarezerwowana na 22 września... pożyjemy zobaczymy co mądre głowy uradzą :)
Ale dość marudzenia... ostatnio zrobiłam karteczkę i czekoladownik na zamówienie mojej córki... wyglądały one tak
Użyłam czasu przeszłego, bo prawdopodobnie niestety przesyłka zaginęła... Poczta tym razem się nie popisała. Będę musiała zrobić kolejne prace :)
Na koniec dzisiejszego wpisu ... optymistyczny akcent :) . Mój zwierzyniec czuje się dobrze cała czwórka jest zdrowa... a dwa kociaki, i ich harce często zastępują mi telewizor...
Kama i Kola... rano...
ich wzajemne zachęcanie się do zabawy...
a po zabawie wspólna drzemka :) Oczywiście o wspólnych posiłkach nie wspomnę, bo to kociaczki nierozłączki... jak papużki :)
poniedziałek, 4 sierpnia 2014
32/14 A za oknem ... Afryka w srodku Europy :)
Ja to jestem szczęśliwa inaczej :) ... za oknem afrykańskie upały, a ja mam grypę :(
Ale za nim dopadło mnie to paskudne choróbsko... zrobiłam na prośbę koleżanki dwie ślubne karteczki ... dla tej samej Młodej Pary więc się trochę różnią...
Jedna z różowymi liliami ...
a druga z weselnym tortem :)
ale coś zbyt mdły nam się ten torcik wydawał więc przerobiłam go na czekoladowy :)
Moja mała kotka bardzo lubi mi towarzyszyć podczas pracy stąd załapała się na fotografię...
Poza tym odnowiłam nieco kuchenne szafki... kremowym akrylem. Dorobiłam jeszcze kilka osłonek na doniczki z małymi hojami, storczykami i kaktusami
Pozdrawiam wszystkich odwiedzających i życzę miłego tygodnia :)
Ale za nim dopadło mnie to paskudne choróbsko... zrobiłam na prośbę koleżanki dwie ślubne karteczki ... dla tej samej Młodej Pary więc się trochę różnią...
Jedna z różowymi liliami ...
a druga z weselnym tortem :)
ale coś zbyt mdły nam się ten torcik wydawał więc przerobiłam go na czekoladowy :)
Moja mała kotka bardzo lubi mi towarzyszyć podczas pracy stąd załapała się na fotografię...
Poza tym odnowiłam nieco kuchenne szafki... kremowym akrylem. Dorobiłam jeszcze kilka osłonek na doniczki z małymi hojami, storczykami i kaktusami
Pozdrawiam wszystkich odwiedzających i życzę miłego tygodnia :)
niedziela, 20 lipca 2014
31/14 Żar się z nieba leje...
U nas od kilku dni upały nie do zniesienia... "0" wiatru, "0" deszczu, choć podobno w niedalekiej okolicy jakieś kropelki się pojawiały, a w Krakowie to ponoć i ulewa była. Ja źle znoszę takie upały więc siedzę w domu... w dzień raczej książka i drzemka w towarzystwie wiatraka. Moje życie zaczyna się wieczorem i wtedy powstają wszelkie wytworki...\Niestety torby nie mogę skończyć, bo brakło mi żółtej włóczki... w moim sklepie akurat ta pojawi się jesienią, bo podobno wtedy zaczyna się sezon na wełniane robutki wg Pani w mojej pasmanterii :) Tym razem powatało kilka karteczek...
- kaskadowe ozdobione grafiką 3D
Powstała też karteczka popularnie zwana ślubną ...
Na koniec pokażę wam jak moje zwierzaki od popołudnia okupują nasz balkon, na którym zrobiło się miejsce po różach, które w związku z upałami i moją częstą nieobecnością w domu zostały przesadzone do gruntu na zaprzyjaźnioną działkę... Czasem tak jest, że jak mróz nie zniszczy zimą to słońce może spalić latem... nie wiem co gorsze :)
a malutka kotka opala się w domu :)
Pozdrawiam cieplutko i zapewniam że do was zaglądam, choć nie zawsze zostawiam komentarz, mój laptop padł, a z notebooka niezbyt wygodnie mi korzystać ze względu na rozmiary ekranu :)
- kaskadowe ozdobione grafiką 3D
Powstała też karteczka popularnie zwana ślubną ...
Na koniec pokażę wam jak moje zwierzaki od popołudnia okupują nasz balkon, na którym zrobiło się miejsce po różach, które w związku z upałami i moją częstą nieobecnością w domu zostały przesadzone do gruntu na zaprzyjaźnioną działkę... Czasem tak jest, że jak mróz nie zniszczy zimą to słońce może spalić latem... nie wiem co gorsze :)
a malutka kotka opala się w domu :)
Pozdrawiam cieplutko i zapewniam że do was zaglądam, choć nie zawsze zostawiam komentarz, mój laptop padł, a z notebooka niezbyt wygodnie mi korzystać ze względu na rozmiary ekranu :)
piątek, 27 czerwca 2014
30/14 Czas szybko mija ...
Witam serdecznie... Tyle spraw się nazbierało, ze nie wiem od czego zacząć :) ale zacznę od początku, czyli od kolenego pobytu w szpitalu, tym razem w Klinice UJ w Krakowie ...
Cel : postawienie dokładnej diagnozy i ustawienie leczenia...
Wynik: diagnoza nie do końca pewna, leki zmienione...
Skutek: brak poprawy, kolejna wizyta za około cztery tygodnie ... To tak w skrócie o kolejnych moich dwóch tygodniach wyrwanych z życiorysu :)
Teraz o milszych sprawach... od przesympatycznej Dusi jako, że byłam u niej na blogu 300 obserwatorem dostałam piękny prezent w postaci zawieszki ... cudo . Kto nie był u Dusi niech wpadnie, oprócz "rękoczynów" :0 ma jeszcze cudowny ogród, po którym pozwala pospacerować :)
Sama też co nieco zrobiłam... kilka klamerkowych osłonek na moje zaszczepki hoji i mini storczyka...
Powstały też dwa zamotki... co prawda jest lato, a to wełniane ozdoby, ale te akurat są z bawełnianych nici więc i latem mogą posłużyć za biżuterię i jednocześnie za osłonę dekoltu, przed chłodnym wiatrem.... zwłaszcza, ze polecjały na Wyspy gdzie pogoda jest zmienna :)
Z krótszych sznurków zrobiłam wesołe bransoletki :)
Na Koniec bardzo dziękuję wszystkim co do mnie zaglądają mimo wszystko... Obiecuję nadrobić zaległości w odwiedzaniu waszych blogów :)
A na koniec zdjęcia moich milusińskich....
Cel : postawienie dokładnej diagnozy i ustawienie leczenia...
Wynik: diagnoza nie do końca pewna, leki zmienione...
Skutek: brak poprawy, kolejna wizyta za około cztery tygodnie ... To tak w skrócie o kolejnych moich dwóch tygodniach wyrwanych z życiorysu :)
Teraz o milszych sprawach... od przesympatycznej Dusi jako, że byłam u niej na blogu 300 obserwatorem dostałam piękny prezent w postaci zawieszki ... cudo . Kto nie był u Dusi niech wpadnie, oprócz "rękoczynów" :0 ma jeszcze cudowny ogród, po którym pozwala pospacerować :)
Sama też co nieco zrobiłam... kilka klamerkowych osłonek na moje zaszczepki hoji i mini storczyka...
Powstały też dwa zamotki... co prawda jest lato, a to wełniane ozdoby, ale te akurat są z bawełnianych nici więc i latem mogą posłużyć za biżuterię i jednocześnie za osłonę dekoltu, przed chłodnym wiatrem.... zwłaszcza, ze polecjały na Wyspy gdzie pogoda jest zmienna :)
Z krótszych sznurków zrobiłam wesołe bransoletki :)
Na Koniec bardzo dziękuję wszystkim co do mnie zaglądają mimo wszystko... Obiecuję nadrobić zaległości w odwiedzaniu waszych blogów :)
A na koniec zdjęcia moich milusińskich....
NIUT...
BAJ...
KOLA...
KAMA...
Pozdrawiam cieplutko i słonecznie życząc miłego weekendu :) środa, 28 maja 2014
29/14 Potrzeba matka wynalazków ...
I jak w tytule... robiąc torbę doszłam do wniosku ze przydały by mi się do wykończenia sznureczki z wełny... ale do ich zrobienia przydałoby się mieć dziewiarską laleczkę... Niestety ja jej nie mam tak więc zaczęłam szukać w internecie... Owszem do kupienia jest wiele modeli, ale ja potrzebowałam na już ... i trafiłam TU . Oczywiście nie miałam pod ręką metalowej rurki, ale za to ostatnio skończyła mi się folia aluminiowa i okazało się, że ta kartonowa rurka co po niej została jest bardzo twarda... tak więc ok 10 cm tej rurki, 4 spinacze biurowe, trochę taśmy klejącej i mam swoją dziewiarską laleczkę :)

... składa się z czterech pętelek, ale można zamontować dowolną liczbę spinaczy...
Spinacze troszkę przygięłam żeby wełna sama się nie zsuwała... i do dzieła... sznureczek się plecie :)
A na koniec tego niespodziewanego postu moje kwitnące i pachnące różyczki ...
...PACHNIE PRZEŚLICZNIE...
Coraz obficiej zaczyna kwitnąć BETY PRIOR... i też pachnie..
No i może nieco mniej pachnąca, ale za to ile ma kwiatów BIAŁA RÓŻA PNĄCA, której nazwy nie znam ...ale co tam nazwa... nie jestem hodowcą, ani kolekcjonerem.
Pozdrawiam w środku tygodnia... i dziękuję za ślady po odwiedzinach :)

... składa się z czterech pętelek, ale można zamontować dowolną liczbę spinaczy...
Spinacze troszkę przygięłam żeby wełna sama się nie zsuwała... i do dzieła... sznureczek się plecie :)
SHARIFA ASMA
...PACHNIE PRZEŚLICZNIE...
Coraz obficiej zaczyna kwitnąć BETY PRIOR... i też pachnie..
No i może nieco mniej pachnąca, ale za to ile ma kwiatów BIAŁA RÓŻA PNĄCA, której nazwy nie znam ...ale co tam nazwa... nie jestem hodowcą, ani kolekcjonerem.
Pozdrawiam w środku tygodnia... i dziękuję za ślady po odwiedzinach :)
niedziela, 25 maja 2014
28/14 Wszystko rośnie...
No właśnie... wszystko rośnie, jak w tytule :) Moja torba spontanicznie, bo bez wzoru przyrasta ... w swoim i moim tempie pracy ... i obecnie wygada tak ...
i co jeszcze rośnie... ziółka na moim parapecie okiennym, bo tu im najlepiej odpowiada klimat ...
Jeszcze urósł mój placek... no dziwne!!! Jako, że jestem antytalentem kulinarnym to bardzo rzadko podejmuję się takich wyzwań, jak pieczenie, ale tak mnie zainteresował przepis od mojej koleżanki Eli - Zygell z forum
Po pierwsze tani, po drugie szybki, po trzecie nie wymaga żadnych sprzętów...
Akurat wszystko miałam w domu wiec się skusiłam, okazało się, że wrósł i jest, a w zasadzie był smaczny, bo znikł jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki... i trzeba będzie powtórzyć to słodkie dzieło :)
Dla chętnych do eksperymentowania podaję przepis...
Na dzisiaj to tyle... wracam do robienia torby i czytania książki Helen Brown "Koty i córki".
Dla was na koniec zdjecie moich kwitnących storczyków... kwitną bez przerwy od października :)
i co jeszcze rośnie... ziółka na moim parapecie okiennym, bo tu im najlepiej odpowiada klimat ...
Jeszcze urósł mój placek... no dziwne!!! Jako, że jestem antytalentem kulinarnym to bardzo rzadko podejmuję się takich wyzwań, jak pieczenie, ale tak mnie zainteresował przepis od mojej koleżanki Eli - Zygell z forum
Po pierwsze tani, po drugie szybki, po trzecie nie wymaga żadnych sprzętów...
Akurat wszystko miałam w domu wiec się skusiłam, okazało się, że wrósł i jest, a w zasadzie był smaczny, bo znikł jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki... i trzeba będzie powtórzyć to słodkie dzieło :)
Dla chętnych do eksperymentowania podaję przepis...
Ciasto z
jabłkami od Eli – Zygell z forum
3 duże jabłka
1i 1/2 szklanki mąki
1/3 szklanki oleju
1 szklanka cukru /jak ktoś woli można dać trochę mniej cukru/
1 jajko roztrzepane np widelcem
1 łyżeczka cynamonu
1i 1/2 szklanki mąki
1/3 szklanki oleju
1 szklanka cukru /jak ktoś woli można dać trochę mniej cukru/
1 jajko roztrzepane np widelcem
1 łyżeczka cynamonu
/ja dałam 1op. cukru cynamonowego/
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
garść rodzynek - jak ktoś lubi
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
garść rodzynek - jak ktoś lubi
/ja dodałam garść mielonych orzechów/
Jabłka obieramy i kroimy w kostkę /dużą/. Zasypujemy cukrem i odstawiamy na 20min aby jabłka puściły sok.
Jabłka obieramy i kroimy w kostkę /dużą/. Zasypujemy cukrem i odstawiamy na 20min aby jabłka puściły sok.
Dodajemy olej, roztrzepane
jajko, mieszamy i odstawiamy na 10min. Dodajemy mąkę, cynamon, sodę i proszek.
Jak ktoś lubi można dorzucić garść rodzynek.
Całość mieszamy.
Pieczemy ok 40 –
60 min w temp ok 180stC.
Na dzisiaj to tyle... wracam do robienia torby i czytania książki Helen Brown "Koty i córki".
Dla was na koniec zdjecie moich kwitnących storczyków... kwitną bez przerwy od października :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
























